Minęło już kilka lat. Od wizyty w Surinamie. I od ostatnich wpisów na tym blogu. Wracam do niego niejako z konieczności, wyższej konieczności. W tym roku zacząłem bowiem pracę nad przekładem książki Antona de Koma Wij slaven van Suriname - historycznej pracy z 1934 roku, w której czarny Surinamczyk de Kom pokazał Holendrom swoją wizję dziejów ich kolonii: postkolonialną avant la lettre.
Przyjechałem do Amsterdamu na rezydencję translatorską, by tutaj na Van Breestraat, a więc w sercu Amsterdamu, zaraz za Concertgebouw i w pobliżu najważniejszych muzeów, a więc w centrum kultury holenderskiej, pracować nad tym subwersywnym dziełem, które postawiło ojczyźnianą historiografię z głowy na nogi. W domu czekała na mnie roczna karta muzealna za 75 euro, zamówiona uprzednio i dla łatwości procedowania na adres znajomych, którzy ją właśnie dosłali na mój aktualny adres, oraz książka Sandew Hiry Van Priary tot en met De Kom. Een dekoloniale geschiedenis van het verzet tegen kolonialisme in Suriname 1630-1940 (Od Priary'ego do de Koma. Dekolonialna historia oporu wobec kolonializmu w Surinamie, 1630-1940) - świeże, bo z 2025 roku wznowienie pracy z 1982.
Do książki, podłożonej mi przez pracownicę Vertalershuis, wsunięto ulotkę o Muzeum Surinamu. Otwarto je pół roku temu, a od ubiegłego tygodnia można je zwiedzać z roczną Museumkaart.
Teraz ten przydługi wstęp staje się, mam nadzieję, jasny. A więc już pierwszego dnia pobytu pojechałem - rowerem jak to w Amsterdamie - do oddalonego o ok. 4 kilometry muzeum.






Komentarze
Prześlij komentarz