Pierwszym muzeum, które odwiedziłem tego roku w Amsterdamie, było Muzeum Surinamu. O nim napiszę jednak później, bo teraz chciałbym wspomnieć o mojej drugiej muzealnej wizycie. Chodzi o Muzeum Van Loon na Keizersgracht. Dlaczego akurat o tym przybytku sztuki i czy ma to związek z Surinamem? Tak, właściciele tego wspaniałego patrycjuszowskiego domu, znajdującego się w prominentnej części miasta przy jednym z najznaczniejszych amsterdamskich kanałów, zbili majątek na handlu niewolnikami, których już po przewiezieniu do Ameryki zatrudniano najczęściej na surinamskich plantacjach. Był rok 2018 kiedy odwiedziłem to miejsce pierwszy raz. Byłem pod wielkim wrażeniem domu, jego wyposażenia, historii zamieszkujących tu ludzi, m.in. słynnego malarza Ferdynanda Bola oraz Thory van Loon-Egidius, damy dworu królowej Wilhelminy. Podziwiałem i podziwiałem. Kilka dni później kupiłem książkę Przewodnik po niewolniczej przeszłości w Amsterdamie , jak można by przełożyć tytuł tego przewodnika ...
Minęło już kilka lat. Od wizyty w Surinamie. I od ostatnich wpisów na tym blogu. Wracam do niego niejako z konieczności, wyższej konieczności. W tym roku zacząłem bowiem pracę nad przekładem książki Antona de Koma Wij slaven van Suriname - historycznej pracy z 1934 roku, w której czarny Surinamczyk de Kom pokazał Holendrom swoją wizję dziejów ich kolonii: postkolonialną avant la lettre . Przyjechałem do Amsterdamu na rezydencję translatorską, by tutaj na Van Breestraat, a więc w sercu Amsterdamu, zaraz za Concertgebouw i w pobliżu najważniejszych muzeów, a więc w centrum kultury holenderskiej, pracować nad tym subwersywnym dziełem, które postawiło ojczyźnianą historiografię z głowy na nogi. W domu czekała na mnie roczna karta muzealna za 75 euro, zamówiona uprzednio i dla łatwości procedowania na adres znajomych, którzy ją właśnie dosłali na mój aktualny adres, oraz książka Sandew Hiry Van Priary tot en met De Kom. Een dekoloniale geschiedenis van het verzet tegen kolo...