Minęło już kilka lat. Od wizyty w Surinamie. I od ostatnich wpisów na tym blogu. Wracam do niego niejako z konieczności, wyższej konieczności. W tym roku zacząłem bowiem pracę nad przekładem książki Antona de Koma Wij slaven van Suriname - historycznej pracy z 1934 roku, w której czarny Surinamczyk de Kom pokazał Holendrom swoją wizję dziejów ich kolonii: postkolonialną avant la lettre . Przyjechałem do Amsterdamu na rezydencję translatorską, by tutaj na Van Breestraat, a więc w sercu Amsterdamu, zaraz za Concertgebouw i w pobliżu najważniejszych muzeów, a więc w centrum kultury holenderskiej, pracować nad tym subwersywnym dziełem, które postawiło ojczyźnianą historiografię z głowy na nogi. W domu czekała na mnie roczna karta muzealna za 75 euro, zamówiona uprzednio i dla łatwości procedowania na adres znajomych, którzy ją właśnie dosłali na mój aktualny adres, oraz książka Sandew Hiry Van Priary tot en met De Kom. Een dekoloniale geschiedenis van het verzet tegen kolo...
Co się dzieje w Surinamie? Nie, to pytanie nie jest dowodem na to, że w tym kraju wydarzyła się jakaś katastrofa. I nie, nie będzie tutaj również najnowszych wiadomości "z Surinamu" - o tym jest mowa w innych wpisach . "Co się dzieje w Surinamie?" świadczy raczej o tym, że mam z tyłu głowy stale 'co się dzieje w Polsce?' Pobyt w byłej holenderskiej kolonii i pierwsze doświadczenia z tym krajem nastrajają mnie bowiem dość refleksyjnie, bo wiele rzeczy, o których tutaj słyszę i które sam widzę, jako żywo, przypomina mój kraj. Nawet jeśli zamieszczone zdjęcia różnią się niekiedy znacznie od obrazków z Polski, to wielokrotnie podczas tego pobytu nachodziła mnie myśl o własnym kraju i skojarzenie z nim. Busiki-taksówki to podstawowa komunikacja mieszkańców Paramaribo (fot. J. Koch) Widok na rzekę Surinam (fot. J. Koch) Surinam ma swojego właściciela. To jeden człowiek. Nie rządzi jednak z tylnego siedzenia i nie jest jedynie 'zwykłym posłem'...