Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jak 3 kobiety skazały prezydenta

Warto zaznaczyć, że sąd wojskowy ( krijgsraad ) skazujący prezydenta Surinamu obradował w trzyosobowym składzie: Cynthia Valstein-Montnor, Rewita Chatterpal oraz Suzanna Chu. Te trzy kobiety skazały Boutersego. Przewodnicząca Valstein-Montnor odczytywała wyrok przez cztery godziny. Co piszą surinamskie gazety po tym wyroku na prezydenta Boutersego? Wczesnym popołudniem w piątek gruchnęła ta wieść, więc w sobotę z rana w pobliskim sklepie Tulip kupiłem wszystkie najważniejsze miejscowe gazety: "Times of Suriname" (ToS), "de Ware Tijd" (DWT) i "Dagblad Suriname" (DS). Periodyki różnią się między sobą niekiedy dość znacznie. "Dagblad Suriname" ('Gazeta Surinamu'), mająca za podtytuł "De Stem van het Volk" ('Głos Ludu/Narodu'), z jednej strony przypomina formatem, układem artykułów i ilustracji, a nawet czcionką europejskie bulwarówki, jednak z drugiej strony daje o wiele więcej tekstów niż niejeden taki tytuł w Eu...

Wyrok na prezydenta Boutersego (miejsce mordu)

Trzeciego dnia obrad konferencji Cross Over / Caran, podczas przerwy kawowej dostaliśmy wiadomość o wyroku na Boutersego. Surinamski sąd ogłosił właśnie wyrok: 20 lat więzienia. Najbliżej do dyktatora podeszła M.; kobiety mają ten dar. Wciskając się między ochronę i kamerzystów cyknęła tę fotkę. Desi Bouterse w polowym mundurze podczas obchodów 44. rocznicy ogłoszenia niepodległości w 1975 roku. Obok, z żółtą opaską na włosach, jego żona (jako first lady pobiera wysoką pensję). Desi Bouterse, aktualnie urzędujący już drugą kadencję prezydent Surinamu, dokonał w 1980 roku wojskowego puczu zwanego zamachem sierżantów. Nazwa wydaje się nie do końca poważna, bo 'pucz pułkowników', a nawet 'zamach stanu kapitanów' brzmiałby być może lepiej, ale przecież lepszy by nie był: w Surinamie zawieszono konstytucję, rozwiązano parlament, a junta rządziła krajem za pomocą dekretów. W 1982 roku zaczęły narastać w kraju protesty. Odpowiedzą były represje. Początkowo zastraszani...

Uniwersytet im. Antona de Koma

Najmniej do tej pory pisałem o uniwersytecie w Paramaribo. Może dlatego, że wszystko staje się stopniowo drobną rutyną. Wstawanie o szóstej. Prasówka w internecie. Ablucje. Potem wyjście na taras, a na śniadanie talerz różnych owoców. Najpierw kroję nanasi (ananas) - lubię tutejsze gatunki, o innym kształcie i lekko kwaskowym smaku, kiedy jeszcze nie są całkiem dojrzałe, bo pochodzą wprost z ogrodu lub plantacji, a nie z dojrzewalni. Na to idzie pokrojony w plasterki bana (banan) - te małe, krótkie, o cienkiej skórce, które są najdelikatniejsze, najsmaczniejsze. Wreszcie manya (mango) - jest ich w Surinamie wielka różnorodność, małe i większe, podłużne i bardziej okrągłe, zielone i lekko żółtawe, z włóknami w środku i bez, ale wszystkie tak dojrzałe, że w Polsce nie uświadczysz. Czasem zamiast manya kroję papaya (papaja), nucąc, rzecz jasna w afrikaans, piosenkę Lauriki Rauch  Kom sny die papaya  ('Chodź pokrój papaję'). Potem jakieś półtorej godziny pracy w domu. Taks...

Ludzie!

Ludzie. Najbardziej ludzie. Budynki są wszędzie. I tak naprawdę takie same. Jak się im dokładniej przyjrzeć. Owszem. Są różnice. Ale nie są istotne. Natomiast ludzie! Nas najbardziej interesują teraz ludzie. Choć dawniej interesowały nas budynki. Tak mojemu przyjacielowi z Krakowa, lekarzowi, powiedzieli znajomi z Francji, których poznał w czasach młodości i którzy zapraszali go do siebie. Dziś wspomina tamtą rozmowę. A ja wspominam to, co mi powiedział, bo jestem tego samego zdania. I robię zdjęcia. Młoda sprzedawczyni ryb. Ten mężczyzna zaczepił nas, bo usłyszał, że mówimy po polsku.  Okazało się, że ma znajomych w Szczecinie.  Robotnik odpoczywający na balkonie remontowanego domu z uśmiechem pozwolił sobie zrobić zdjęcie.  Ale kiedy skierowałem na niego obiektyw, spoważniał. Przydrożny stragan z ananasami w interiorze.  Indianka zabrała gałąź ocienającą owoce, abyśmy mogli zrobić zdjęcia.  Miała ujmujący uśmiech. ...